PRZYSIĘGA MAŁŻEŃSKA XXI WIEKU – ZWIĄZANI (?) PRZEZ MIŁOŚĆ

przysięga małżeńska - para

Podczas ceremonii zaślubin większość z nas składa sobie małżeńską przysięgę, w której deklaruje swoje uczucie, obiecując miłość i wierność po grób. Dla jej przypieczętowania wymieniamy się obrączkami, a niektórzy dodatkowo wiążą dłonie ozdobnymi sznurami, które później – po ich ściągnięciu i zastąpieniu obrączkami - zatrzymywane są na pamiątkę.

Czy jednak miłość można obiecać po grób? A jeśli można, to co się przez nią rozumie i czy obie strony rozumieją to samo? Czy mowa o życzliwym podejściu, szacunku i obecności czy oczekujemy płomienia, który nigdy nie gaśnie (a wierzę, że da się go utrzymać, choć wymaga to wiele pracy i jeszcze większej uważności)? I czym tak właściwie miałaby być ta obecność? Można przecież być obecnym ciałem, a nieobecnym duchem, można czuć czyjąś obecność i wsparcie, mimo że nie mieszka się już razem… A co z wiernością? Gdzie kończy się ona a zaczyna zdrada dla każdego z partnerów? Czy granice znajdują się w tym samym miejscu? I czy w ogóle kiedykolwiek o tym rozmawialiśmy z partnerem otwarcie – o naszych definicjach, oczekiwaniach i pragnieniach – czy może bazujemy na telepatycznych umowach, których skuteczność można zaobserwować przyglądając się statystykom dotyczącym ilość rozwodów?

Przysięga małżeńska XXI wieku

Półtora roku temu do mojego bloku i na to samo piętro wprowadziła się Marta, Polka, która większość życia spędziła w Szwecji. Znajomość ta z miejsca okazała się być wielkim skarbem i rodzajem symbiozy! Obie zainteresowane powrotem do natury, medycyną holistyczną, macierzyństwem bliskości i promujące wegetariański styl życia. Obie kochające podróże, rozmowy o spełniających się marzeniach i doceniające obecność takich osób w swoim otoczeniu, które potrafią nakierować nas na odpowiednie tory, kiedy gdzieś na chwilę się zagubimy.

Od czasu naszego pierwszego spotkania widujemy się z Martą tak często, jak to tylko możliwe (co ze względu na nasz aktywny tryb życia czasem oznacza codziennie, a czasem raz na kilka tygodni). Marta w zeszłym roku urodziła drugie dziecko i wciąż jest na macierzyńskim, ja natomiast od kilku miesięcy pracuję z domu. Ta wspaniała sytuacja daje nam możliwość spotykania się przed południem, by przy jerba macie dokonywać regularnych podsumowań naszych dokonań i planów oraz pozytywnie się nakręcać.

Podczas takich właśnie spotkań często wymieniamy się również linkami do filmików, które chcemy, żeby ta druga obejrzała, czy tytułami książek, które uważamy za warte przeczytania. I to właśnie dzięki Marcie po raz pierwszy usłyszałam o Abrahamie Hicks – do których/-ej mój wyuczony dawno temu sceptycyzm nie pozwolił mi się z miejsca przekonać – i o ich/jej propozycji przysięgi małżeńskiej – w której, dla odmiany, z miejsca się zakochałam!  A brzmiała ona następująco:

„Lubię cię bardzo. Zobaczmy, co z tego wyjdzie!”

Mądrość ukryta w prostocie przekazu

Ludzie słuchający Abrahama Hicksa w pierwszym odruchu zaśmiali się słysząc te słowa. Zaśmiałam się i ja, a jednak zapadły mi one w serce i już go nie opuściły. Pewnie dlatego, że choć mogą wydawać się kompletnie nie pasować do tradycyjnej idei małżeństwa, kryją w sobie ogromną mądrość.

Większość kobiet niecierpliwie czeka na swój ślub. Dla niektórych jest to wręcz cel ich życia. I z tego samego powodu, dla którego tak bardzo pragnie go wiele kobiet, wielu mężczyzn panicznie się go boi. Związania, które ma dawać poczucie bezpieczeństwa, choć najczęściej daje jedynie jego pozory. [Jeśli poczułaś bunt wobec ostatniego zdania, na chwilę przestań czytać i przyjrzyj się jemu, bo najpewniej za tym buntem stoją przekonania, które mogą przynosić ci więcej szkody niż korzyści, i lęki, do których raczej wolałabyś się nie przyznawać…]

Czy jednak to wiązanie jako synonim wejścia w posiadanie drugiego człowieka musi stanowić nieodłączną część małżeńskiej ceremonii? Czy małżeństwo musi oznaczać tak często łączoną z nim utratę wolności obu jednostek? I czy za pojawiającą się w nas zazdrość musimy obwiniać zachowanie drugiej osoby zamiast, dla odmiany, wziąć za nie odpowiedzialność?

Przysięga pisana dojrzałym sercem

Za dwa miesiące mijają cztery lata, od kiedy ja sama stanęłam na ślubnym kobiercu. Przysięgę małżeńską wraz z partnerem pisaliśmy sami, i choć wciąż uważam, że była ona piękna (i w pewnym sensie bardzo postępowa), to jednak na odnowienie naszych przyrzeczeń postanowiłam napisać nową. Choć jest to sprawa bardzo prywatna, postanowiłam się nią z tobą podzielić – a nóż-widelec stanie się dla ciebie inspiracją!

 

przysięga małżeńska

A jak to jest u ciebie? Czy  składałaś już kiedyś przysięgę małżeńską? Czy w ogóle pamiętasz słowa, które wtedy wypowiedziałaś i obietnice, jakie złożyłaś? Może warto odszukać ją w dokumentach lub wrzucić odpowiednie hasło w wyszukiwarkę internetową i zerknąć w standardowy tekst? Może też czas, by napisać nową, taką, jaką w tej chwili pragnęłabyś złożyć mężowi i wykorzystać ją podczas obchodzenia kolejnej rocznicy? A jeśli nie jesteś mężatką, to jak chciałabyś, żeby brzmiała twoja przysięga? Szczególnie jeśli czekasz na tego wymarzonego, może warto taką przysięgę stworzyć – skierowanie uwagi i jasne określenie celu potrafi znacznie przyspieszyć przyciągnięcie obiektu pragnień.

W którejkolwiek sytuacji nie jesteś, trzymam kciuki za Twój proces twórzczy i zapraszam Cię do tego, byś podzieliła się jego efektem. Swoją przysięgę małżeńską możesz wkleić jako komentarz pod tym wpisem, a możesz wysłać mi ją na maila. Wasze przysięgi będziemy zbierały aż do Letniej Równonocy – naszych rodzimych walentynek zwanych świętem Kupały i tradycyjnego czasu zawierania małżeństw - a następnie stworzymy z nich ładnie skomponowanego i opatrzonego kolorowymi zdjęciami e-booka, którego później otrzymasz. Przysięgę możesz podpisać swoim własnym imieniem, a możesz użyć nicku (możesz być pewna, że twój adres mailowy nie zostanie wykorzystany do ustalenia autorstwa).

Pozwól sobie zainspirować inne kobiety (i mężczyzn) do tworzenia przysiąg małżeńskich, które są w zgodzie z ich sercem, umysłem i ciałem, i których faktycznie będą w stanie dotrzymać –nawet po grób!

MiraRudnicka

 

Leave a Reply