PRZERYWAJĄC MILCZENIE – HISTORIE PORODOWE – DETRONIZACJA KRÓLOWEJ

[ARTYKUŁ GOŚCINNY]

detronzacja królowej

Oczekiwanie na dziecko. Pierwsze. Miłość pielęgnowana pod sercem. Zbliżający się termin, czas pełen nadziei, oczekiwań i lęku. Czas panowania Królowej Przyszłej Matki.

- Uważaj na siebie, w twoim stanie.

- Daj te zakupy, nie możesz dźwigać.

- Jak się czujesz?

- Nie jesteś głodna?

- Zostaw to, bo jeszcze się przedźwigasz…

9 miesięcy królowania, z chuchaniem, dmuchaniem, serdecznościami, uśmiechami, życzeniami. I wreszcie czas ruszyć w drogę by wydać z siebie nowe życie. Wyczekiwanego synka.

A nie spieszył się po królewsku na świat. Przenoszony musiał być wywołany.

Porodówka, miły personel, kroplóweczka, może synuś się pośpieszy. Może dokładeczka na kolacyjkę, może coś paniom trzeba (były ans tam dwie królowe).

Miło. Serdecznie. Nie ma strachu do rodzenia, choć to nieznane. I w końcu jest. Pierwsze skurcze. Boli z każdym bardziej. Lęk przed nieznanym, zmieszany z narastającym bólem. I gdzie moja cudownie miłą służba pałacowa, gdzie damy dwory w białych kitlach?

- Niech pani nie przesadza, ja mam okres bardziej bolesny niż pani rodzenie. Pierworódki to zawsze histeria. – Moja wczorajsza dama dworu zaciska pas KTG, sprawdza tętno.

- Boli, pewnie, ze boli, a co Pani chciała? Matkę MUSI boleć, nie pani pierwsza i nie ostatnia, po kroplówce pójdzie szybciej. Kilka godzin i po wszystkim. Boli bardziej, ale krócej. Niech się nie rusza, niech leży spokojnie bo wyniki wyjdą nie takie. – Druga była dama dworu, kolejne badanie KTG.

Skurcze co dwie minuty przez dwie minuty. Boli, ledwie łapię oddech.

- Uspokój się, ja tu mam znajomych, wstyd mi przyniesiesz.

- Mamo wyjdź, proszę. - Nigdy w życiu, to MÓJ wnuk, a ty jesteś taka niezaradna. – Słowa własnej rodzicielki bolą bardziej jak te byłych dam dworu.

Czas płynie, skurcze dwie minuty na dwie minuty. Pierwsza godzina, druga, trzecia…

W czwartej doszedł ból w miednicy. Coś chce ją rozerwać.

Krzyż, brzuch, kości, boli. Oddycham szybko, układam ciało na piłkach, na klęczkach, zgięta, w siadzie. Boli ciągle.

Zaciskam zęby by nie jęknąć. Wytrzymam, nie przyniosę wstydu. Nie ja pierwsza i nie ostatnia. MUSZĘ być silna i dzielna. Tak trzeba. Każda matka to przeszła. Nie jestem nikim wyjątkowym, żadna tam Królowa Przyszła Matka, pierworódka histeryczna.

Kolejne badanie, lekarz wpycha we mnie palce. W najbardziej intymną mnie, bez uprzedzenia.

- Ma za małe rozwarcie, zrobiłam na trzy palce, nie da rady sama. – Te słowa nie są do mnie. Jestem już Oną, nie Królową, nie Panią Agnieszką. – Trzeba ją ciąć, bo sama nie da rady.

- Panie doktorze, co się dzieje? – Pytam wystraszona, KTG szaleje. Narasta lęk o małego królewicza.

- Podpisze tu, tylko szybko. – Pada odpowiedź. – A Ty golenie od góry, tniemy za chwilę. – Zwraca się do byłej damy dworu.

- Ale co się dzieje?

- Trzeba cesarkę. Podpisz tu kobieto!

- Podpisuję.

Skurcze minuta na minutę. Wciąż boli.

Od podpisu do cięcia mija jeszcze nieskończenie długa chwila. Zegar na Sali wskazuje na 17. Każą się nie ruszać, wbijają coś w kręgosłup. Fala bólu odpływa w niebyt. Ale ciało się staje nie moje, brak czucia w stopach, nogach. Dotykam uda, jak obcej plastycznej masy. Nieprzyjemnej w dotyku.

Między pytaniami o dziecko, zbywanymi pomrukami kładą na stół, zakładają czujniki, rozsuwają zasłony nad ciałem.

- Co z moim synkiem, co z synkiem?

Byłe damy dworu i służba nie zwracają uwagi. Tylko zegar w sali leniwie przesuwa wskazówki. 17:40

- To Pani syn. – Lekarz ukazuje mi coś na kształt małego trolla w śluzie, krwi i posiniałych nóżkach. Tak go widzę. Nóżki jeszcze podwinięte, to mój syn.

W głowie widzę rozsypany stos gazet dla młodych mam. Pamięć przywołuje piękne opisy cudownych emocji gdy małe serduszko bije na piersiach matek.

Moje małe serduszko w posiniałych nóżkach zabrali. Nikt nie mówi nic. Jeden litościwy lekarz od niechcenia tylko burknął.

- Nie martw się Pani, zdrowy chłopak, duży, ale sama by Pani nie dała rady. Potem go pani zobaczy.

Zabierają mnie na dół. Ojciec Małego Księcia mignął mi przez chwilę, ale dostał zakaz wejścia. Na pooperacyjny nie można. Szczęśliwa Królowa Babcia i reszta rodziny, upewniwszy się, że dziecko całe i zdrowe wraca do domu świętować. Mnie zapytali tylko czy mam naładowaną komórkę, w razie jakby chcieli zadzwonić i spytać o dziecko.

- Tak, naładowana jest. – Mówię bez wyrazu.

Po godzinie przychodzi kobieta żandarm z nocnej zmiany.

- Pić nie wolno, i głową nie kręcić, po tym znieczuleniu nie wolno. – Mówi jakby wydawała rozkaz.

- Siostro, a mój synek? Gdzie jest? Ile waży, kiedy zobaczę?

- Przyniosą za chwilę, niech Pani leży.

Nie przynieśli. Całą noc, bez zmrużenia oka. Każde zapłakanie dziecka to lęk. Bo może to Mały Książę?

Nikt nie przychodzi, nie zagląda. Dzwonek wzywający personel umieszczony na wysokości stopy. Wciąż pozbawionej czucia po znieczuleniu.

Godzina 21 telefon z domu. W tle wsoła zabawa, z okrzykami: Mam wnuka, mam syna”. Królowa Babcia informuje ile wazy i mierzy mój syn, bo się dowiedziała. Ja nie wiem nic.

Chcę mego syna, chcę go zobaczyć, chcę płakać, chce mi się pić. Szklanka z wodą stoi na widoku ale za daleko by bezwładne ciało sięgnęło. Zresztą nie wolno. Koło 2 w nocy jakaś litościwa pielęgniarka przeciera spierzchnięte usta zwilżoną szpatułką.

- A mój syn?

- Zdrowy. Niech się nie martwi.

Godzina 7, może 8 rano, za mną noc bez chwili snu. Ktoś przynosi becik zapatulone zawiniątko. Widze czapeczkę, wsuwają mi pod pachę i pierś. Nabrzmiałą i obolałą.

- Witaj Mały Książę.- Mówię do pojękujacej czapeczki.

Po południu już mogę usiąść. Widziałam już Małego Księcia. Zadarty nosek, drobne paluszki, każdy na swoim miejscu. Tylko jakoś nic nie cieszy.

Bolą mnie piersi. Nie umiem karmić dziecka z tym wielkim biustem. On nie chwyta, ja nie wiem co robić. Tak samo przy ubieraniu. Fikajace nóżki i śpieszki. Jak mam go ubrać.

- No co Pani?! – Prycha była dama dworu. – Nie chodziło się do szkoły rodzenia?!

- A czy to obowiązek?! – Pytam poirytowana?

- To jak Pani chce być matką?!

Mam dość. Za oknem zimno, Mały Ksiażę pod kroplówką bo ponoć moja grudniowa grypa jest teraz jego marcową grypą. Osłonowo trzeba coś dać. Maleńka kroplóweczka pyka na parapecie okna pyk, pyk, pyk. Sączy jad w Małego Księcia. Moje piersi gorączkują. Nie umiem ściągnąć pokarmu, nie umiem go dostawić do piersi.

I nagle Dobra Wróżka w postaci salowej.

- Kupię Pani takie nakładki z silikonu. – Kupuje, pokazuje jak założyć. Mały Ksiażę chwyta w instynkcie silikonowy sutek i ciągnie. Ulga, wreszcie pije mleko mamy. Jestem sama z nim. Wtedy przychodzi fala uczucia. Rodząca się miłość. Tylko ja, zdetronizowana królowa, ale już Matka i mój Mały Książę. I nic więcej się nie liczy. Już nic. Tyko ta cicha chwila, gdy jestem ja i on.

Po tym już dam radę. Dam radę znosić szturchańce słowne, o tym jak MUSZĘ się cieszyć, bo urodziłam, jak MUSZĘ się poświęcać bo jest dziecko. Nie ma już Królowej Przyszłej Matki, jest służka Małego Ksiecia, zwana matką. i już nikt nie mówi:

- Uważaj na siebie jesteś teraz matką.

- Daj te zakupy, nie możesz dźwigać. Jesteś po cesarce.

- Jak się czujesz, jako mama?

Ale co tam. Za chwilę wszyscy wyjdą, a ja założę koronę. Przecież mój Mały Książę widzi we mnie Królową. Od 14 lat.

 

- Vidir Logrdis

One Response

  1. Magda 18 August 2016

Leave a Reply