NIE REALIZUJ ŻADNEJ MISJI

nie realizuj żadnej misji (2)

Zmieniam się każdego dnia. Dla siebie. Bez długodystansowego planu. Bez celu innego niż czuć się dobrze. Czuć się lepiej. Czuć się wspaniale! Ciesząc się procesem i każdym samoodsłaniającym się fragmentem drogi. Nie starając się niczego udowodnić nawet sobie ani dojść do konkretnego miejsca.

Wybieram ścieżki najmniejszego emocjonalnego oporu. Idąc tam, gdzie podpowiada mi wewnętrzny głos. Wierząc, że dopiero kiedy sama czuję się szczęśliwa, mam co dawać światu, mam czym się dzielić.

- Jesteś za mało ambitna – powiedział mi ktoś kiedyś. – Życie prawdziwego twórcy nie jest łatwe ani przyjemne, a prawdziwa satysfakcja płynie z ciężkiej pracy i pokonanych przeszkód.

Też tak myślałam… kiedyś. I wykonałam sporo pracy, przyjemnej pracy, by zmienić to przekonanie. Bo już mnie nie cieszyło. Bo już mi nie służyło. Bo tak naprawdę nie było już moje. I tak robię z każdym kolejnym, które odnajduję na swojej drodze. Oceniam przydatność, oceniam przyjemność i decyduję czy wciąż ma ze mną pozostać.

Fakt, że czasem - pomimo starań - droga okazuje się niełatwa. Czasem coś mocno zaboli, czasem trzeba wejść w cień, zmierzyć z kryjącymi się w nim demonami, zobaczyć coś, co nie jest przyjemne dla oka, wylać małe morze łez czy wykrzyczeć kilka kilogramów żalu lub złości. A jednak nawet w chwilowym trudzie można pozostać na pozycje swobodnego płynięcia. Na pozycji wyboru, by iść tylko za tym, co sprawia radość, co daje przyjemność, co ożywia. Mnie i tych, którzy są bliscy mojemu sercu.

Skąd takie wynurzenia właśnie dzisiaj?

Z przedpołudniowej, sobotniej kawy i przedpołudniowego zerknięcia na FB, czy coś ciekawego wrzucili znajomi. A tam taka perełka, cytat, który aż we mnie zadrżał radosnym i pozostającym w pełnej zgodzie ze mną samą „tak!”:

nie realizuj żadnej misji

Leave a Reply