JESTEŚMY W ZWIĄZKU. CZYLI?

Jesteśmy w związku. Czyli.

Chcemy kochać i być kochanymi. I kiedy już to się dzieje, chcemy, żeby trwało to wiecznie. I chcemy pewności, że tak właśnie będzie.

Za dzieciaka pytało się: Będziesz moim chłopakiem?/Będziesz moją dziewczyną? (Teraz to chyba kwestia ustawienia odpowiedniego statusu na Facebooku, ale mogę się mylić, bo moja córa jest jeszcze za mała, bym była z takimi tematami na bieżąco). W dorosłym życiu niejednokrotnie wydawało mi się to jeszcze trudniejsze, bo często-gęsto głupio było zapytać, czy już tą parą jesteśmy czy jeszcze nie, więc badało się teren i polegało na nie zawsze jasnych sygnałach wysyłanych przez obiekt uczuć. Tak czy owak zawsze chodziło o ustalenie „czy jesteśmy już razem”

…bo wówczas można było odetchnąć.

Jesteśmy w związku.

Czyli?

Czyli ja wiążę ciebie, a ty wiążesz mnie. Czyli ty i ja sami wiążemy siebie zobowiązaniem, obietnicą, przysięgą. Że będziemy blisko cokolwiek, by się nie działo. Że będziemy sobie pomagać. Że będziemy wzajemnie zaspokajać swoje potrzeby (najczęściej wcale o nich szczerze nie mówiąc, bo ich nie znając). Że nie odejdziemy, nie zostawimy, że będziemy na wyłączność. Dla komfortu i poczucia bezpieczeństwa.

I absurd tej sytuacji tkwi w tym, że choć najczęściej zakochujemy się kimś, bo jest wolny, radosny, promieniejący byciem sobą, a my przy nim czujemy się dokładnie tak samo, dążymy do związku, który pęta i ten stan rzeczy zmienia.

„Zmieniłaś się!”, „Już nie jest tak, jak na początku!” – słyszymy po pewnym czasie. „Ty też się zmieniłeś!”, „Już nie jest tak zabawnie!” – odpowiadamy. I nic w tym dziwnego, skoro sami złożyliśmy sobie bardziej lub mniej milczące obietnice, sami spętaliśmy sobie dłonie sznurami*, nałożyliśmy na palce obrączki i chcąc nie chcąc poczuliśmy, że siebie mamy i że już nie trzeba się aż tak bardzo starać.

A jakby to było być razem bez ogłaszania tego światu i bez ustalania tego dla siebie? Jakby to było zwyczajnie być razem? Każdego dnia decydować, co dalej, co wspólnie robimy, ile czasu spędzamy we dwoje, a ile w swojej własnej przestrzeni? Jak bardzo by to leżało poza naszą sferą komfortu? Jak piękną relację opartą o wdzięczność zamiast o oczekiwania mogłoby to stworzyć….

<3 <3 <3

 

*Odnoszę się tu do dawnych tradycji wiązania rąk (zrękowiny) jako formy wejścia w związek małżeński.  

Tags:

Leave a Reply