JA I ONE. Work in progress

Ostatnich kilka dni to był jakiś koszmar. A więc dopadło i mnie...

Strach.

Co pomyślą sobie ludzie, kiedy przeczytają moją książkę? Ci, którzy mnie nie znają, jeszcze pół biedy, ale co z tymi, którzy mnie znają lub którym wydawało się, że mnie znają… ?

˚˚˚

Tyle prawd, o których może jednak nie powinno się mówić, wspominać, puszczać w świat. Tyle słów odartych z delikatności, której przez lata się uczyłam (choć o której czasami zdarzało mi się zapominać). Tyle tak ważnych dla mnie opowieści, które może dla nikogo innego poza mną samą nie będą miały znaczenia. Których może nikt poza mną nie zrozumie, bo dosadność umiejętnie z brakiem oczywistości się wymieszała.

˚˚˚

W zeszłym tygodniu byłam w kinie na „Sztuce kochania”. Poruszyła mnie bardzo. Obawą właśnie. Obawą jakże związaną z tym, o czym ja sama piszę.

Co jeśli polegnę w tej swojej kwiecisto-transparentnej wizji miłości?

Co jeśli kiedyś okaże się, że jednak się nie udało… mieć wszystkiego?

˚˚˚

Strach.

Ciekawie mu się przygląda, kiedy tak kręci głową na boki i tak nachalnie świdruje oczami. Obserwuję go więc, ale i tak postanawiam w miejscu nie stawać. Przez tak zwany przypadek nie pisze się książki w dwa tygodnie. Tym bardziej nie do szuflady.

Dlatego zaparzam ulubioną herbatę, osładzam miodem tak od serca i niech się dzieje! Czas zabrać się za ten zaplanowany na jutro początek przedsprzedaży!

ja i one work in progress

Leave a Reply